Kojarzycie tę porę roku, kiedy wszystkie ptaki odlatują gdzieś hen daleko, zwierzęta w lesie szykują się na sen zimowy, jeżyki zakopują w pięknych złotych liściach, a człowiek siedzi z książką na ławce w parku i popija gorącą czekoladę? W rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej...
      Był poniedziałek. Wstałam rano, jak gdyby nigdy nic i stwierdziłam, że zimno mi w stopy. A trzeba wam wiedzieć, że przez tegoroczne, upalne lato niemal zapomniałam jak to jest, kiedy człowiek ma zimne stopy. Nie mniej wstając uświadomiłam sobie, że zimno jest nie tylko w moim pokoju, a w całym domu. I że winne nie są otwarte okna i drzwi, bo takowych nie było... Co oznacza tylko jedno. Jesień.
      W tym roku przyszła znienacka, jak gdyby ktoś tam na górze przypadkiem otworzył zamrażalnik  chcąc chłodzić się w ostatnie, gorące, sierpniowe dni. I idealnie pierwszego dnia szkoły powiało chłodem. Ów chłód poczuło moje rodzeństwo, rodzice, pewnie również pies. Ja nie do końca, bo jako szczęśliwy student zaczynający rok szkolny od października, spałam w najlepsze. Obudziły mnie dopiero zimne stopy. Tak więc mogę spokojnie powiedzieć, że jesień wpadła pod moją kołdrę i ukradła ostatnie okruchy ciepła.
      W ciągu dwóch tygodni zrobiło się mokro. Tak mokro, że nawet mój pies, jak wyszłam do niego rano ze śniadaniem, zapytał mnie swoimi smutnymi oczami, gdzie jest słońce?
- Mój boże, nie wiem - odpowiedziałam mu, zastanawiając się czy skarpetki nie przemokną mi w chodakach.
Przemokły. Podczas ostatnich dni zmokłam już kilkukrotnie, ale nie spodziewałam się konsekwencji. Te nadeszły w postaci kataru. Początkowo.
      Dziś leżę pod kołdrą i dwoma kocami, z owiniętym w okół szyi szalikiem i mam wrażenie, że coś jest nie tak z ogrzewaniem w moim domu, bo na przemian jest mi zimno albo gorąco. Choć termostat uparcie pokazuje dwadzieścia trzy stopnie Celsjusza. Standardowo jak pogoda się sypie, organizm przezywa szok, co z kolei jest powodem choroby. Co więcej nie choruję sama, choruje również mój mąż. A to zabawna historia, bo to ja mówiłam mu jeszcze dwa dni temu, że ma leżeć w łóżku, nie wyłazić oraz brać leki. A teraz oboje jesteśmy uziemieni, ja nie czuję gardła, chyba za karę, że byłam upierdliwa i kaszlemy sobie po dwóch stronach telefonu, przez który rozmawiamy.
      I to nie tak, że ja tylko narzekam, i że nie lubię jesieni. Bo ja bardzo lubię, szczególnie taką słoneczną, ze złotymi liśćmi. A teraz zwyczajnie przemawia przeze mnie przeziębienie. Wszystko zmieni się gdy przestanę kichać sobie do herbaty, a mój głos wróci do swojej normalnej skali.

PS: Kochanie moi bracia mają teorię, że kiedy cię strofowałam potajemnie rzuciłeś mi "reverse card" i dlatego jestem teraz chora. Aczkolwiek nie pamiętam żebyśmy w weekend grali w Uno.


Znalezione obrazy dla zapytania reverse card



Brak komentarzy: