Z dorosłością jest tak, że najpierw to nie możemy się jej doczekać, do czasu aż nadejdzie. Nagle, z dnia na dzień, ktoś wciska nam dowód w rękę, każe posadzić drzewo i kopniakiem posyła w stronę kieratu zwanego pracą. A potem już tylko dom rodzina i kredyt we frankach. I takim sposobem, nim zdążymy zaprotestować, prawą ręką podpisujemy hipotekę, a lewą nasz osobisty testament. I zanim się obejrzymy Krzysztof Krawczyk wraz z Mandaryną zaśpiewają nam ABBA (Ojcze) na naszym osobistym pogrzebie...


Ciężko jest jednoznacznie określić ten jeden jedyny moment, kiedy to oficjalnie, przy dźwięku fanfar i wuwuzeli, zostajemy pasowani na człowieka dorosłego. Nie, nie dzieję się to w dniu naszych osiemnastych urodzin... Bynajmniej ja wówczas nie poczułam swojej dorosłości. Nie mniej jednak odkryłam zupełnie niedawno, że dorosłość to zaczyna się wtedy, jak przychodzi ci się wyprowadzić na studia, a babcia kupuje ci blender na nową drogę życia.
I teraz absolutnie poważnie... Dostałam blender.

Do tej pory nie byłam świadoma, iż w: Międzynarodowym Rankingu Na Najbardziej Niezbędną Do Przetrwania Na Studiach Rzecz, (MRNNNDPNSR - swoją drogą komisja powinna zmienić skrót), blender znajduje się na pierwszym miejscu tej listy, zaraz przed dmuchanym pontonem w kształcie jednorożca, zgrzewką piwa oraz albumem pieśni biesiadnych wprost z Copacabana. Na całe szczęście moja babcia, jako że jest niezawodnym autorytetem w kwestii podobnych rankingów, zapewniła mi tę, iście najbardziej niezbędną, na liście Beara Gryllsa, rzecz. Dziękuję Babciu <3

Tak więc, czując się już jak w pełni dorosła osoba, ocierając łzy rozpaczy, pomieszane ze łzami porzucenia, usiłując nie zamoczyć nimi, wszystkich kompletów pościeli, dzielnie pakuję manatki. Zadając sobie jednocześnie pytanie: "Po cholerę ja poszłam na te studia?".  Niestety nie zbadane są ścieżki losu, i nadal nie wiem, co porabiam na Kulturoznawstwie. Mam tylko nadzieję, że nie zgubię się pierwszego dnia, by ostatecznie nie dotrzeć na rozdanie indeksów, że nie potrąci mnie tramwaj, ani że nie wskoczę pod niego, w geście ostatecznej rozpaczy. Trzeba być optymistom, i poruszać się do przodu, a nie na skos. Nawet, gdy jest to trudne bo nada nie znasz swojego planu zajęć. Jej!

Jak widać, na uczelni czasem panuje tak powszechna faza głębokiego wyjebania, że okresowo dotyka również sektor organizacyjny... No ale trudno. Nie pozostaje mi nic innego jak poszukiwać tutoriali na YT, jak skutecznie obsługiwać system USOS oraz czekać, z nadzieją w sercu, że nie będzie wcale tak koszmarnie i nikt nie będzie miał pretensji, że ja nic nie wiem. No bo skąd?

Życzcie mi powodzenia. A o wszystkich dziwnych i przypadkowo zesłanych mi przez los sytuacjach pewnie jeszcze tutaj usłyszycie.

Brak komentarzy: