Kojarzycie taki moment w życiu, kiedy najzwyczajniej w świecie nic wam się nie chce, wszystko wydaje się szare i nudne, a wy macie co najwyżej ochotę leżeć i gapić się w sufit? Moment w którym rzeczywistość brzydnie, zaczyna zajeżdżać permanentną nudą, a w konfrontacji z nią człowiek stara się, nie wstrzymać zwyczajnie oddechu i dzięki temu nie porzucić tego smutnego wszechświata? Nawet nie chce mi się wymyślać błyskotliwych porównań, czy metafor. Bo w takim jestem stanie. W sumie nawet nie jestem pewna czemu się tu odzywam. Czemu cokolwiek piszę.
Może dla tych, co po moich ostatnich wpisach zastanawiali się, czy nigdy nie miewam depresji. Otóż miewam. I to klasyczną, dekadencką. Istny werterowski Weltschmerz. Gdyby poczucie bezsensu miało skalę, moje w tym momencie pewnie wyszło by poza nią, albo w ogóle się nie zmieściło. Nie wiem czy jednodniowe depresje nawet się kwalifikują... Trzeba by o to zapytać Krajową Komisję Do Spraw Pierdolca I Innych Ciężkich Przypadków Życiowej Beznadziei (KKDSPIICPŻB). Zajebista nazwa swoją drogą. Jak by ktoś dwa razy jebnął w klawiaturę...
Co robić moi drodzy? Jak to wyłączyć? Bo mnie to zaczyna PRZERAŻAĆ. I nie tylko mnie w sumie (przyjaciele pytają czy nie jestem pijana). Gdzie jest sposób na depresję? POZA ALKOHOLEM OCZYWIŚCIE. Ten tak naprawdę nie pomaga.
Spanie, muzyka, film, jedzenie.
Nie to nie jest odpowiedź bo wszystko na razie denerwuje mnie tak samo. Podejrzewającym u mnie zwyczajnie nadchodzący cykl, odpowiem - NIE. Karmazynowy przypływ jeszcze nie dotarł.
Zbieram chętnych na eutanazję, ponoć w Austrii mają zniżki grupowe. No chyba, że do jutra samo przejdzie, to może nie.
Dla osób które mają podobny problem, z osobą wam bliską, która czuje się czasem podobnie. Nie mogę wam nic doradzić, bo sama w tym momencie nie wiem czego oczekuję od życia. Nie wiem może dajcie jedzenie, albo kawę (chociaż mnie osobiście nie pomogło). Może koca dajcie. Aczkolwiek istnieje możliwość, że dalej będą na was patrzeć swoimi wielkimi, przepełnionymi bezsensem, niczym u gołębi,  oczami.
PRECLA RZUĆCIE!
Może zje. Albo obwarzanka. Można próbować. Nic nie potwierdzam, nic nie wykluczam.
W sumie z góry przepraszam za moje dzisiejsze wypociny. Chyba muszę się wyżyć. Tak więc nie czytajcie może...
Mogłam to umieścić na samym początku. He he. Bywa.
Nie wracajcie do tego po prostu. Uznajcie za żart lub fatamorganę. Jutro pewnie będę bardziej do życia.
A na razie Adios Amigos. Miejcie nadzieję, że nie na zawsze

Brak komentarzy: