Bo tak się składa, że takową ostatnio zaczęłam. Jestem świeżo po przeprowadzce do nowego mieszkania. I jeszcze jakiś czas temu, to myślałam, że dorosłość to taka średnio przyjemna rzecz, bo jednak mama nie umówi nas już do lekarza jak mamy katar. Aczkolwiek wspólne mieszkanie uważam za rzecz przyjemną. I ja wiem, że zaraz się ktoś może odezwać, że: poczekaj sobie na najbliższy sezon Ligi Mistrzów, albo: za dwa miesiące inaczej pogadamy... Ale jakoś nie specjalnie napawa mnie to strachem.
Zaczynając jednak od początku. Dostałam mikser od mojej teściowej. Specjalnie do nowego mieszkania. Mikser nie byle jaki, bo taki co to sam miesza i miską obraca. Ja ino wrzucam co trzeba. Zero stresu, że tu białka ubijasz i jednocześnie dodajesz cukier albo coś. Normalnie cudo. Spełniony sen koła gospodyń wiejskich. Tym bardziej biednego studenta, który lubi gotować. Razem z mikserem wywieźliśmy do Wrocławia, każdy po połowie z naszych domów. Więc w 27 kwadratowym mieszkaniu mogliśmy ułożyć fort z kartonów, całkiem okazały. A nadal jeszcze nie zabraliśmy wszystkiego, więc nasze możliwości budownicze nadal mogą wzrosnąć. Konstrukcyjnie fort okazał się słaby, ponieważ poległ, gdy weszłam w niego już pierwszej nocy, idąc do łazienki, a potem do kuchni po kabanosy. Niestety zapomniałam że moja lodówka nie świeci jak ją otwierasz. Ot przepalona żarówka. Szczęście, że ta lodówka w ogóle działa, bo przez pierwsze cztery godziny, mimo usilnej resuscytacji nie chciała ożyć. Trochę zawał, kiedy przywozisz wałówkę na kilka dni, a nie masz jej gdzie schować. Na balkonie nadal za ciepło, piwnica trzy piętra niżej i tak trochę strasznie chodzić w nocy po kabanosy. Mimo, że wcale nie jest to jakaś straszna piwnica. Blok nowy ładny, nawet windę ma. Bardzo mili ludzie, wszyscy mówią dzień dobry. Tylko jeden mankament, iż na osiedlu w żabce nie sprzedają alkoholu. Więc jak szukasz białego wina do obiadu, to tak kilometr dalej trzeba szukać.
Wspólne posiłki, to naprawdę miła rzecz, a wspólne sprzątnie po nich jeszcze milsza. Ponieważ człowiek odkrywa wtedy, że najseksowniejsza rzecz świata to jest twój mąż który zmywa naczynia. I tak sobie stoję wczoraj w kuchni, i patrzę jak myje talerze i myślę sobie: mój Boże jakie to piękne, a jednocześnie gdzieś w głowie lampka mi się pali, że chyba to już ten etap przywiązania, iż nie wyobrażasz sobie patrzeć, jak ktoś inny zmywa w twojej kuchni. Mam tylko nadzieję, że on ma tak samo jak ja gotuję, albo prasuję zasłony. Co do prasowania, muszę się pochwalić, że jestem szczęśliwym posiadaczem żelazka na Diesele'a. Wydaje ono z siebie taki warkot, jak mały motor podczas startu w nadprzestrzeń, a przecież ja tylko po desce jeżdżę. I niby tylko wody nalewam do środka, ale kto wie może na Psim Polu to ropa w kranie, nie woda. Szczęśliwi ludzie muszą tu żyć. Szczęśliwie teraz i ja się do nich zaliczam.
Mała rada dla tych co wkrótce mają zamiar się przeprowadzać. Po pierwsze: rzeczy nigdy nie jest za dużo. Po drugie: naszykuj się na to, że nie zawsze wszystko działa jak trzeba. Po trzecie: tak podłączanie telewizora może potrwać nawet trzy godziny, ale nie warto się denerwować. Po czwarte: mikser naprawdę się przydaje, można zrobić świetny biszkopt. A jak doskonale wiemy, wszystko co słodkie zawsze pomaga w chwili największych niepowodzeń i rozczarować.

Brak komentarzy: